Big Bike - odjechany serwis rowerowy! Opole ul. Ozimska 44of, tel: +48 888 882 804 po godz. 16.00, e-mail: bigbike@poczta.onet.pl...

ARTYKUŁY

MISTRZOWSKO ZJEŻDŻA NA ROWERZE

Było ciężko. Bardzo hard-core'owa trasa - opowiada 23-letnia Alicja Kocoń z Opola, zwyciężczyni w kategorii kobiet Mistrzostw Polski w Downhillu (zjeździe). - Na początku patrzyłyśmy niepewnie na ten zjazd. Widać było, że żadna z nas nie ma ochoty taplać się w tym błocie. No i podczas próby jedna z dziewczyn się rozwaliła. Ale żadna nie chciała się też pierwsza wycofać - wspomina. Dopiero kiedy wystartowały, udzieliły im się inne emocje. - To przede wszystkim była walka o to, żeby się utrzymać, nie zlecieć z rowerem na dół, a nie o wygraną. Kilka razy zaliczyłam glebę, jestem poobijana i podrapana, ale udało się skończyć trasę i wygrać - cieszy się Alicja.
Zawody odbyły w Wierchomli (woj. małopolskie). W sobotę próby, w niedzielę finał. - Tyle że w sobotę szybko zamknęli trasę, bo padało. Nie było czasu poćwiczyć - dodaje mistrzyni. Początek trasy to bardzo stromy zjazd, potem 12-metrowy hop - górka, z której można się wybić i przeskoczyć dalej, albo zwolnić i ją przejechać, oraz bandy - profilowane, ostre zakręty. Najtrudniejszą przeszkodą była jednak nawierzchnia - koła grzęzły w glinie i błocie, przeszkadzały korzenie wystające w poprzek zjazdu.

Alicja jeździ wyczynowo na rowerze od kilku lat. Pierwszy porządny rower kupiła sześć lat temu. "Marketowy" jak go dziś określa - z lepszych, ale kupiony w zwykłym sklepie. Szybko przestał jej wystarczać. Kiedy go kupiła, ważył 28 kg, wymieniała w nim po kolei wszystkie części, aż z oryginału została tylko rama, a całość ważyła 14 kg. Potem rama się uszkodziła i dziś z pierwszego roweru nie zostało nic. Każda część była osobno zamawiana w specjalistycznym sklepie. - To bardzo drogi sport. Najtańszy rower do takiej jazdy kosztuje 5 tysięcy złotych. Wszystko musi być najwyższej jakości, lekkie i wytrzymałe, wtedy można myśleć o zawodach - tłumaczy. Sama dopiero od ubiegłego sezonu uczestniczy w turniejach. Zwykle konkurowała z mężczyznami.

- Ekstremalna jazda na rowerze ciągle postrzegana jest w Polsce jako sport dla mężczyzn. To tak jak z boksem i piłką nożną - powoli kobiety znajdą tam swoje miejsce, ale muszą pokonać trochę barier - wyjaśnia. Zwykle na 100 zawodników jest jedna zawodniczka albo góra sześć. Rzadko są tworzone dla nich osobne kategorie. W Wierchomli się udało. - Mężczyźni są więksi, silniejsi. Rok temu w ogóle bałam się z nimi startować. Myślałam, że mnie stratują po drodze. Ruszałam chwilę po nich. To też jest duży tegoroczny sukces - już się nie boję z nimi konkurować. Mam dużą frajdę, kiedy któregoś wyprzedzam - opowiada. A udaje się to coraz częściej. - Jasne, że czasami się boję, ale w ubiegłym roku zdarzyło się coś, co mi dało dużo do myślenia. Co ma być, to będzie - mówi z przekonaniem. Szef jej kolegi chciał, żeby zrezygnował z zawodów i przyjechał do pracy. Ten odmówił. Następnego dnia dowiedział się, że gdyby był w pracy, najprawdopodobniej już by nie żył - jego koledzy z firmy mieli wypadek samochodowy, cała czwórka zginęła, on też miał z nimi jechać. - Ale oczywiście trzeba uważać, kask i ochraniacze to podstawa - tłumaczy.

Źródło: NTO




Dolnośląski Puchar Miast #4 26.06.2005, Bolesławiec. Relacja. (02.07.2005)

Po raz kolejny Dolnośląski Puchar Miast zawitał do Bolesławca.Po finałowym wyścigu w 2002 roku oraz niepobitym do dziś rekordzie frekwencji w DPM - blisko 190 osób przed rokiem, oczekiwano zarówno dużej liczby startujących, jak i świetnej organizacji i nagród. W wyścigach wszystkich kategorii brało udział 122 zawodników - wiele osób przyciągnęły maratony, organizowane w odległym, tatrzańskim Kościelisku, oraz lezących niedaleko, w Rudawach Janowickich - Janowicach Wielkich. Ci jednak, którzy przyjechali do Bolesławca, z pewnością nie żałowali.

W tym roku zmieniono nieco trasę - zrezygnowano ze startu obok stadionu, długiego, asfaltowego dojazdu na rundę oraz powrotu tą drogą - i rzadko spotykanego rozwiązania - zjazdu do mety po schodach, oraz finiszu na stadionie. Zmiany te były jednak na plus - wszystko było blisko siebie, a kibice, zgromadzeni na trasie, mogli szybko przemieścić się w okolice biura zawodów, żeby oglądać starty poszczególnych kategorii oraz oczywiście kończących swoje wyścigi zawodników.

W Bolesławcu pojawili się niemal wszyscy liczący się w klasyfikacji generalnej zawodnicy. Szkoda, że nie pojawili się bracia Foktowie - wyścigi juniorów byłyby z pewnością ciekawsze. Do zakończenia pucharowych zmagań pozostały jeszcze trzy wyścigi - w Wołowie, a po wakacjach - w Obornikach Śląskich i w Złotoryi. Warto więc zdobywać kolejne punkty. Brakowało niektórych Polaków, ale pojawili się za to obcokrajowcy - w końcu wyścig miał w nazwie wyraz "międzynarodowy". Na starcie stanęło kilku Niemców i Czechów. Polacy nie byli jednak zbyt gościnni i czołowe miejsca rozdzielali między sobą.

Wśród żaków triumfował Dawid Brudziński (I-KTK Jelenia Góra), drugi Adam Nazar (UKS Wagant Radwanice), trzeci - Paweł Kawalec (WKK Wroclaw). Dla tej kategorii trasę skrócono - miałą 2,5 km długości. Żacy nie musieli pokonywać najtrudniejszych odcinków trasy - dla starszych kategorii nie było już jednak taryfy ulgowej.

Po żakach na starcie stanęły kobiety oraz młodzicy. Na trasę wyruszyli ci pierwsi, kilkanaście sekund za nimi płeć piękna. Obie kategorie miały do pokonania 2 okrążenia - czyli prawie 10 km. Od tej pory wszyscy zawodnicy jechali już dużą pętle - na dwóch stromych, zawsze zbierających swoje żniwo zjazdach zaczęli się więc ustawiać kibice. Upadków nie brakowało, na szczęście nie były one groźne. Kto jednak już spotkał się z matką ziemią, od razu był rozpoznawalny - kurz i pył pokrywały zarówno ciała, jak i stroje tych, którzy padli na bolesławiecką ziemię. Wśród młodzików najlepsi okazali się: Piotr Kurczab (UKS Centrum Nowa Ruda), Kosma Gąsiorowski (I-KTK Jelenia Góra), Tomasz Starzyk (Cyklosport Bolesławiec). W wyścigu dziewcząt zwycięzyła Dziewczęta: Marta Sułek (RMF FM Mountain Dew) - liderka cyklu Skoda Auto Grand Prix MTB. Druga była Anna Kuniej (Cyklosport Bolesławiec), trzecia - Anna Kowalczyk (UKS Moto Jelcz). Team RMF FM zgarnął jeszcze jedno miejsce na "pudle" - w wyścigu kobiet najlepsza okazała się Karolina Kozela (RMF FM Mountain Dew). Dalesz miejsca zajęły Aleksandra Molińska (Wołów), Emilia Skowrońska (Kowary).
Dość nieprzyjemny upadek zaliczyła Ewa Siarka z Bielawy, która ostatecznie zajęła 4. miejsce.

Kolejny wyścig to połączone zmagania juniorów młodszych i mastersów. Często młodsi zawodnicy walczyli z dużo od siebie starszymy, zdarzała się też współpraca - celem dogonienia rywali. Z każdą kategorią prędkości na zjazdach rosły, więc i kibiców pojawiało się tam coraz więcej. Wszyscy oczywiście czekali na zawodników elity. Najlepsi w wyścigu juniorów młodszych to: Grzegorz Ćwiąkała (UKS Centrum Nowa Ruda), Piotr Siarka (ten sam klub), Radosław Waszczuk (LKS Góral Prudnik). Najlepszym mastersem został zaś Szymon Paszek z Cyklosportu Bolesławiec, który bezapelacyjnie wygrał na swojej trasie. Kolejne miejsca zajęli Andrzej Siarka (Bielawa) i Wojciech Laubsch (Berlin). W wyścigu nie startował Karol Siarka z Bielawy, zabrakło też Grzegorza Wybrańca ze Złotoryi - w tej kategorii walka o końcowe zwycięstwo będzie trwała zapewne do samego końca, do ostatnich metrów ostatniego wyścigu.

Ostatnia część bolesławieckich zawodów to połączony wyścig juniorów i elity. Ci młodsi zawodnicy wyruszyli na trasę kilkanaście sekund po swoich starszych kolegach, co najlepszym juniorom nie przeszkodziło wyprzedzić i zostawić daleko w tyle wielu zawodników elity. Faworytami byli tu Daniel Zywer z Lotto (junior) i oczywiście Piotr Formicki (Cyklosport). Zdziwieniu po pierwszym okrążeniu nie było jednak granic - bo zamiast Formixa na czele, ze sporą przewagą jechał Szczepan Paszek. Przedstawiciele Cyklosportu nie byli smutni - w końcu to swój, a "nic w rodzinie nie ginie". Sytuacja wróciła jednak do normy, a Piotr Formicki wygrał w elicie. Drugi był Maciej Paterski (UKS Trójka Jarocin), trzeci Łukasz Ryż (również Cyklosport). Wszyscy walczyli dzielnie i zażarcie, często zawodnicy elity nie chcięli dać się juniorom - mimo, że nie byli zagrożeni z tyłu, przez kogoś ze swojej kategorii, dawali z siebie wszystko - byle tylko pokazać młodszym miejsce w szyku. A i juniorzy pokazali się z bardzo dobrej strony, wygrywając z wieloma zawodnikami elity. Najlepsi w tej młodszej kategorii zawodnicy to: Daniel Zywer (LOTTO), Szymon Szewczyk (MKS Karolina Jaworzyna Śl.), Szymon Kurkowiak (UKS Trójka Jarocin).

Po wyścigach odbyły się oczywiście dekoracje - najlepsi otrzymai atrakcyjne nagrody, a zawodnicy z kategorii junior i elita również nagrody pieniężne. Organizatorzy z Bolesławca - Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji i klub Cyklosport zawsze dbają o sprawną organizację oraz odpowiednie wynagrodzenie trudu najlepszym. Zmęczeni zawodnicy mogli liczyć na posiłek oraz - co było bardzo ważne - uzupełnienie płynów - w biurze zawodów rozdawana była woda. Na pochwałę zasługuje obsługa zawodów - były oczywiście jakieś drobne wpadki, ale to zdaża się chyba każdemu. W końcu - ten się nie myli, kto nic nie robi. Krótko podsumowując - Bolesławiec od początku trzyma ten sam, bardzo wysoki poziom - oby tak dalej!

Źródło: bikeworld.pl




Oddycha i chroni przed bakteriami

Opolanka radzi jak ubrać się na przejażdżkę rowerową. Kask, rękawiczki i buty na twardych podeszwach są obowiązkowe. Pozostałe elementy rowerowego stroju zależą od zasobności naszego portfela.
Kask uratował już niejdną głowę przed stłuczeniem, czy nawet wstrząśnieniem mózgu. Wie coś o tym Alicja Kocoń z podopolskich Żerkowic, tegoroczna mistrzyni Polski w downhillu (szybki zjazd z góry po wąskiej ścieżce z kamieniami i wystającymi korzeniami).

- Niedawno pojechałam na hopki poskakać i niefortunnie upadłam. Gdyby nie kask, nakolanniki i specjalna kurtka z ochraniaczami miałabym zdartą skórę na twarzy i pewnie złamany obojczyk - wspomina 24-latka.

Dariusz Ulikowski z serwisu rowerowego Big - Bike w Opolu zapewnia, że jazda w kasku to żaden wstyd. W Czechach jest on nawet obowiązkowy. Chroni on nas nie tylko przed upadkami, ale też przed ukąszeniem owadów (w otworach są siateczki) i słońcem. Dobry kosztuje 120 - 140 zł. Ważne jest, żeby był dopasowany do głowy - są różne rozmiary.

Równie ważne są rękawiczki. Chronią ręce przed odciskami, a podczas upadku także przed otarciami. Można je kupić z plastikowymi ochraniaczami na palce, dzięki czemu nie straszny nam będzie przejazd przez krzaki. Te które na wierzchu kciuka mają wszytą frotkę przydają się też w upalne dni, bo można tym materiałem ocierać pot z czoła.

Buty na rower powinny mieć twardą podeszwę. - Takie do turystyki górskiej nie są najlepsze, bo za sztywne, mogą pobcierać pięty - przekonuje Dariusz Ulikowski.

Bawełniana koszulka i krótkie spodenki są na rower wystarczające, ale jeśli chcemy poczuć się bardziej komfortowo warto kupić strój oddychający. Przepuszcza powietrze i oddaje pot na ze-wnątrz. Dariusz Ulikowski zaznacza: - Każda warstwa począwszy od bielizny a skończywszy na wiatrówce musi być z takiego materiału.

Koszulki rowerowe (kosztują ok. 150 zł) mają kieszonki na plecach. Można w nich schować pieniądze, dokumenty a nawet dętkę czy klucze. Elastyczne spodenki z wkładkami popularnie zwanymi pampersami (ok. 120 zł) sprawiają, że nawet po 150-kilometrowej trasie nie czujemy poobijanej pupy, ani poobcieranych ud.

Jeśli decydujemy się na bawełnianie spodnie warto kupić specjalne opaski z odblaskami, którymi ściskamy nogawki. Wówczas nie wkręcają się ani w koło, ani nie obcierają o zębatkę.

Dla tych, którzy wybierają się na dłuższe jednodniowe wycieczki rowerowe przyda się specjalny plecak, którego ramiona zrobione są z siateczki, a na plecach jest specjalna komora, która sprawia że nie pocimy się tak bardzo. Nowością są camelbacki, specjalne worki z rurką, które można włożyć do plecaka i napełnić wodą, żeby pić podczas jazdy.

Nakolanniki i nałokietniki przydają się tylko przy ostrej jeździe po górach, czy przy skokach.

Źródło: NTO

www.info.opole.pl - ogłoszenia opole